Wiele razy zabierałam się za ten post. Oczywiście teraz będzie on zupełnie o czym innym, gdyż to o czym chciałam wspomnieć wcześniej już dawno przeminęło i o tym zapomniałam.
Przepraszać za obecność nie będę, bo jeśli ktoś odwiedza mojego bloga z recenzjami to wie, że przez ostatni miesiąc skupiłam się bardziej na nim. Poza tym we wrześniu dopadła mnie ogromna wręcz wena czytania i co się później okazało, to pierwszy raz w życiu przeczytałam więcej książek w miesiącu niż obejrzałam filmów. Normalnie aż nie mogłam w to uwierzyć. We wrześniu podjęłam także ważną decyzję. Otóż zmieniłam kierunek studiów. Miałam studiować dwa, ale po małych badaniach rynkowych doszłam do wniosku, że teraz germanistą naprawdę trudno o pracę. Między innymi miałam okazję to zobaczyć podczas praktyk translatorskich. Teraz nawet w przygranicznym mieście z samego tłumaczenia się nie wyżyje, aby zarobić na chleb to nie dość, że trzeba być tłumaczem, to jeszcze nauczycielem w szkole i otworzyć swoją szkołę językową. Co mnie najbardziej przeraziło to to, że w podstawówce już nie ma języka niemieckiego i w gimnazjum zaczynają ograniczyć godziny tego przedmiotu. No i tak zdecydowałam, że nie będę studiować dwóch kierunków, a skupię się na jednym, czyli na filologii angielskiej. Języka niemieckiego nadal będę się uczyć, ale aby dostać pracę (np. sklepowej) w Niemczech to nie potrzebuje znać całej historii literatury niemieckiej. Teraz chcę się skupić bardziej na angielskim i japońskim. Zastanawiam się jeszcze nad rozpoczęciem koreańskiego, ale aby to zrobić muszę znaleźć odpowiedni podręcznik dla początkujących. Może jakiś znacie?
No, ale miało być o powrotach. Mój powrót chyba będzie odbywał się co miesiąc (mam jednak nadzieję, że dam radę częściej pisać), ale powroty seriali do telewizji zdarzają się co roku. W tym roku jakoś późno to wypadło, nie wiem dlaczego. Pamiętam, że zawsze moje ulubione seriale oglądałam już w połowie września, a teraz jakoś w październiku.
Dzisiaj obejrzałam nowe odcinki Gossip Girl, 90210 i Hawaii Five-0. Zrobiłabym to pewnie na weekend, ale skoro jutro mam wolne to mogę sobie trochę pofolgować. Czy odcinki mi się podobały? Jeśli chodzi o Hawaii Five-0 to serial trzyma nadal wysoki poziom i oglądając nowe odcinki po prostu jestem wbita w siedzenie. Co do Gossip Girl i 90210, to jestem średnio zadowolona. W obu trochę za bardzo namieszano, ale jeśli mam wybierać, który odcinek bardziej mi się podobał to zdecydowanie Gossip Girl. W sumie zastanawiam się po co ja jeszcze oglądam 90210, bo od trzeciego sezonu w ogóle mi się nie podoba. Może jestem zbyt sentymentalna.
W piątek powraca The Vampire Diaries, więc już teraz nie mogę się doczekać, chociaż gdy obejrzałam trailer pierwszego odcinka to bardzo zdenerwowałam się. Ja chcę żeby Elena została wampirem, a nie żeby Bonnie przechodziła do świata umarłych, aby sprowadzić duszę Eleny. Trochę mi to Domem Nocy pachnie.
No to teraz mam idealną wymówkę do oglądania seriali. Zawsze oglądałam je po angielsku bez napisów, a kiedy byłam w liceum to najpierw bez napisów, a później z, więc dzięki temu dużo więcej nauczyłam się angielskiego niż w szkole. Teraz kiedy ktoś powie mi, że znowu coś oglądam, to nie powiem, że się lenie, a że się uczę :) Ale żeby nie było do książek też zajrzę. Właśnie teraz nawet zaczęłam czytać książkę po angielsku Delirium. Niestety w formie ebooka, więc topornie mi to idzie. Ale lepiej powoli i skutecznie niż szybko i byle jak.
Trochę się rozpisałam. Mam nadzieję, że niedługo coś jeszcze naskrobię.
Pozdrawiam!
Yui
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 października 2012
środa, 16 maja 2012
Początek końca
Nadszedł maj. A co to oznacza dla fanów seriali? Oczywiście koniec sezonów. W zeszłym tygodniu swój trzeci sezon zakończyły Pamiętniki wampirów, pierwszy The Secret Circle. W tym tygodniu skończyło się Hawaii Five-O, 90210 i Plotkara.
Dzisiaj napiszę trochę o tym ostatnim. Gossip Girl oglądam od samego początku, czyli od 2007. Od pierwszego odcinka zakochałam się w tym serialu, gdyż był świetnie zrobiony. Każdy odcinek trzymał w napięciu i zaraz po zakończeniu sezonu chciało się, aby nastała jesień i można było oglądać nowe odcinki. W serialu byli bohaterowie, których wręcz się ubóstwiało i tych, których nienawidziło. Niestety poziom serialu zaczął diametralnie spadać od trzeciego sezonu. Pierwsze dwie serie to istny majstersztykt, ale trzeci sezon zaczyna się robić dobry dopiero w drugiej połowie. Czwarty sezon jest słaby, ale jeszcze da się go oglądać. Zaś na piąty brak słów. Oglądając go ma się wrażenie, że scenarzyści wzorowali się na Modzie na sukces.
Przyznam się szczerze, że gdy każdego tygodnia oglądałam Plotkarę to chciałam, żeby zakończył się już na tym piątym sezonie, bo wszystko coraz bardziej było poplątane i bez sensu. Ale wczoraj jak oglądałam ostatni odcinek to miałam mieszane uczucia. Z jednej strony podobał mi się, a z drugiej nie. Później znalazłam w internecie informacje, że powstanie szósty, ostatni sezon Gossip Girl, który będzie liczył sobie trzynaście odcinków. Gdy to przeczytałam trochę się podłamałam. Zdałam sobie sprawę jak dużą część mojego życia zajmował ten serial. Przecież oglądałam go od pięciu lat. Razem z bohaterami płakałam i śmiałam się. Ach ile było wylanych łez, gdy coś złego działo się Chuckowi (szczególnie w drugim sezonie). Teraz ciężko mi sobie wyobrazić jak będzie wyglądać moje życie bez Plotkary. Już nie będzie wyczekiwania na nowe odcinki. Nie będzie liczenia na to, że Blair jednak zejdzie się z Chuckiem (chociaż podejrzewam, że szósty sezon zakończy się ich ślubem). Nie będzie można już usłyszeć I'm Chuck Bass. Mam tylko nadzieję, że jakoś sensownie to wszystko się zakończy i moich ulubionych aktorów zobaczę jeszcze w nie jednym serialu.
P.S. Na blogu z recenzjami ukazała się recenzja książki The Walking Dead. Żywe trupy. Narodziny Gubernatora. Zapraszam
Dzisiaj napiszę trochę o tym ostatnim. Gossip Girl oglądam od samego początku, czyli od 2007. Od pierwszego odcinka zakochałam się w tym serialu, gdyż był świetnie zrobiony. Każdy odcinek trzymał w napięciu i zaraz po zakończeniu sezonu chciało się, aby nastała jesień i można było oglądać nowe odcinki. W serialu byli bohaterowie, których wręcz się ubóstwiało i tych, których nienawidziło. Niestety poziom serialu zaczął diametralnie spadać od trzeciego sezonu. Pierwsze dwie serie to istny majstersztykt, ale trzeci sezon zaczyna się robić dobry dopiero w drugiej połowie. Czwarty sezon jest słaby, ale jeszcze da się go oglądać. Zaś na piąty brak słów. Oglądając go ma się wrażenie, że scenarzyści wzorowali się na Modzie na sukces.
Przyznam się szczerze, że gdy każdego tygodnia oglądałam Plotkarę to chciałam, żeby zakończył się już na tym piątym sezonie, bo wszystko coraz bardziej było poplątane i bez sensu. Ale wczoraj jak oglądałam ostatni odcinek to miałam mieszane uczucia. Z jednej strony podobał mi się, a z drugiej nie. Później znalazłam w internecie informacje, że powstanie szósty, ostatni sezon Gossip Girl, który będzie liczył sobie trzynaście odcinków. Gdy to przeczytałam trochę się podłamałam. Zdałam sobie sprawę jak dużą część mojego życia zajmował ten serial. Przecież oglądałam go od pięciu lat. Razem z bohaterami płakałam i śmiałam się. Ach ile było wylanych łez, gdy coś złego działo się Chuckowi (szczególnie w drugim sezonie). Teraz ciężko mi sobie wyobrazić jak będzie wyglądać moje życie bez Plotkary. Już nie będzie wyczekiwania na nowe odcinki. Nie będzie liczenia na to, że Blair jednak zejdzie się z Chuckiem (chociaż podejrzewam, że szósty sezon zakończy się ich ślubem). Nie będzie można już usłyszeć I'm Chuck Bass. Mam tylko nadzieję, że jakoś sensownie to wszystko się zakończy i moich ulubionych aktorów zobaczę jeszcze w nie jednym serialu.
P.S. Na blogu z recenzjami ukazała się recenzja książki The Walking Dead. Żywe trupy. Narodziny Gubernatora. Zapraszam
sobota, 24 września 2011
Hana Yori Dango
Ostatnimi czasy jestem bardzo rozczarowana serialami, które oglądam, dlatego przerzuciłam się na dramy. Na początku studiów koleżanka opowiedziała mi fabułę pewnej dramy. Teraz już dokładnie nie pamiętam której, ale zainteresowało mnie to. Poprosiłam ją, aby napisała mi najciekawsze tytuły. Na pierwszy ogień poszło Atashinchi no Danshi. Spodobało mi się, więc przeszłam do następnej, następnej i następnej aż w końcu od nich się uzależniłam.
sobota, 27 sierpnia 2011
The Lying Game
"The Lying Game" to nowy serial produkcji ABC, który opiera się na książkach pióra Sary Shepard (m.in. autorka "Pretty Little Liars"). Dzisiaj obejrzałam drugi odcinek i muszę przyznać, że od samego początku wciąga.
Serial opowiada historie sióstr bliźniaczek, które zostały rozdzielone jak były niemowlętami. Jedna z nich (Sutton)trafia do bogatego małżeństwa, druga (Emma) tuła się po rodzinach zastępczych. Sutton dowiaduje się, że została adoptowana i postanawia znaleźć siostrę i biologicznych rodziców. Pewnego dnia Emma wpada w kłopoty i musi uciekać przed policją. Postanawia pojechać do swojej siostry. Sutton wykorzystuje sytuacje i uznaje to za dobry moment w poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Wystarczy jedynie, że dziewczyny zamienią się miejscami. Nikt praktycznie nie zauważy różnicy, gdyż S. nikomu nie powiedziała o tym, że odnalazła siostrę. Tak więc Emma teraz musi wcielić się w rolę Sutton i próbować najlepiej odegrać tą role jak potrafi. Emma czuje się zagubiona, bo niezbyt wiele wie o siostrze, a do tego narzędzie z którego miała się o niej dowiedzieć zostaje skradzione.
Serial opowiada historie sióstr bliźniaczek, które zostały rozdzielone jak były niemowlętami. Jedna z nich (Sutton)trafia do bogatego małżeństwa, druga (Emma) tuła się po rodzinach zastępczych. Sutton dowiaduje się, że została adoptowana i postanawia znaleźć siostrę i biologicznych rodziców. Pewnego dnia Emma wpada w kłopoty i musi uciekać przed policją. Postanawia pojechać do swojej siostry. Sutton wykorzystuje sytuacje i uznaje to za dobry moment w poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Wystarczy jedynie, że dziewczyny zamienią się miejscami. Nikt praktycznie nie zauważy różnicy, gdyż S. nikomu nie powiedziała o tym, że odnalazła siostrę. Tak więc Emma teraz musi wcielić się w rolę Sutton i próbować najlepiej odegrać tą role jak potrafi. Emma czuje się zagubiona, bo niezbyt wiele wie o siostrze, a do tego narzędzie z którego miała się o niej dowiedzieć zostaje skradzione.
piątek, 15 lipca 2011
Niezwykłe poświęcenie
Pewien serial natchnął mnie, aby napisać ten post.
Wczoraj oglądając siódmy odcinek "Three Rivers" bardzo się wzruszyłam. Serial ten opowiada o lekarzach i pacjentach szpitala transpatologii w Pittsburghu. W tym odcinku jest pewien starszy człowiek, który miał wypadek samochodowy i dowiedział się, że coś się stało z jego sercem i musi zostać operowany, aby dalej żyć. Pacjent ten już przed wypadkiem miał problemy z oddychaniem i ciężkie operacje były raczej dla niego nie wskazane. Lekarz prowadzący początkowo zapewniał, że nie powinno być przeszkód do wykonania tej operacji, jednak później po wykonaniu badań dowiadujemy się, że ten przemiły starszy pan nie będzie mógł normalnie żyć jeżeli dojdzie do operacji. Widzimy jak się załamuje, gdy dowiaduje się, że całe życie będzie musiał spędzić w domu, który będzie trzeba specjalnie urządzić. Człowiek ten kochał życie. Lubił jeździć samochodem, nie przejmował się niczym, choroba go nie przerażała, ale gdy otrzymał tą wiadomość było to dla niego jak wyrok śmierci.
W szpitalu poznał młodego człowieka, który ma poważną chorobę serca i czeka na nowe. Widząc jaki ten chłopak jest pogodny mimo choroby, jak cieszy się życiem, postanawia oddać mu swoje serce.
I teraz dochodzi do dyskusji, czy to zgodne z etyką, aby pobierać narząd od żywego człowieka, człowieka którego można wyleczyć. Jedni się spierają, że to jego decyzja i powinniśmy ją uszanować, inni mówią, że to pewien rodzaj samobójstwa, że powinien walczyć o życie, a nie się poddawać.
Rodzinny innych pacjentów dowiadują się, że ten człowiek dobrowolnie oddaje swoje serce innemu człowiekowi i idą do niego i proszą czy nie mógłby oddać swoim dziecią wątroby czy nerki. On się zgadza. Czuje, że robi dobrze, bo swoje w życiu przeżył i wie, że lepiej będzie mu umrzeć ze świadomością, że komuś pomógł, że podarował innym dłuższe życie i nadzieję na lepsze jutro niż miałby umrzeć u siebie w domu przytwierdzony do krzesła.
Na końcu widzimy scenę, która wzrusza do łez. Gdy prowadzą starszego pana na salę operacyjną, gdzie pobiorą jego narządy, widzimy rodziny pacjentów, którzy otrzymają te organy i dziękują mu, a on uśmiecha się.
Innym może wydawać się niewyobrażalne, aby żyjący człowiek mógł zadecydować się na takie poświęcenie. Ja go rozumiem. Cieszył się życiem, lubił je, przede wszystkim potrafił je docenić, co nie każdy z nas potrafi zrobić. Nie wyobrażał sobie życia na fotelu w swoim salonie. Nie chciał być jak żyjące, widzące i słyszące warzywo, które nie będzie mogło się poruszać, nie będzie mogło wyjść na zewnątrz i ciągle będzie pod czyjąś opieką. Wolał oddać narządy, aby pomóc innym. Sama zdecydowałabym się na coś takiego. Lepiej umrzeć ze świadomością, że komuś się pomogło niż że nic się nie zrobiło.
Wczoraj oglądając siódmy odcinek "Three Rivers" bardzo się wzruszyłam. Serial ten opowiada o lekarzach i pacjentach szpitala transpatologii w Pittsburghu. W tym odcinku jest pewien starszy człowiek, który miał wypadek samochodowy i dowiedział się, że coś się stało z jego sercem i musi zostać operowany, aby dalej żyć. Pacjent ten już przed wypadkiem miał problemy z oddychaniem i ciężkie operacje były raczej dla niego nie wskazane. Lekarz prowadzący początkowo zapewniał, że nie powinno być przeszkód do wykonania tej operacji, jednak później po wykonaniu badań dowiadujemy się, że ten przemiły starszy pan nie będzie mógł normalnie żyć jeżeli dojdzie do operacji. Widzimy jak się załamuje, gdy dowiaduje się, że całe życie będzie musiał spędzić w domu, który będzie trzeba specjalnie urządzić. Człowiek ten kochał życie. Lubił jeździć samochodem, nie przejmował się niczym, choroba go nie przerażała, ale gdy otrzymał tą wiadomość było to dla niego jak wyrok śmierci.
W szpitalu poznał młodego człowieka, który ma poważną chorobę serca i czeka na nowe. Widząc jaki ten chłopak jest pogodny mimo choroby, jak cieszy się życiem, postanawia oddać mu swoje serce.
I teraz dochodzi do dyskusji, czy to zgodne z etyką, aby pobierać narząd od żywego człowieka, człowieka którego można wyleczyć. Jedni się spierają, że to jego decyzja i powinniśmy ją uszanować, inni mówią, że to pewien rodzaj samobójstwa, że powinien walczyć o życie, a nie się poddawać.
Rodzinny innych pacjentów dowiadują się, że ten człowiek dobrowolnie oddaje swoje serce innemu człowiekowi i idą do niego i proszą czy nie mógłby oddać swoim dziecią wątroby czy nerki. On się zgadza. Czuje, że robi dobrze, bo swoje w życiu przeżył i wie, że lepiej będzie mu umrzeć ze świadomością, że komuś pomógł, że podarował innym dłuższe życie i nadzieję na lepsze jutro niż miałby umrzeć u siebie w domu przytwierdzony do krzesła.
Na końcu widzimy scenę, która wzrusza do łez. Gdy prowadzą starszego pana na salę operacyjną, gdzie pobiorą jego narządy, widzimy rodziny pacjentów, którzy otrzymają te organy i dziękują mu, a on uśmiecha się.
Innym może wydawać się niewyobrażalne, aby żyjący człowiek mógł zadecydować się na takie poświęcenie. Ja go rozumiem. Cieszył się życiem, lubił je, przede wszystkim potrafił je docenić, co nie każdy z nas potrafi zrobić. Nie wyobrażał sobie życia na fotelu w swoim salonie. Nie chciał być jak żyjące, widzące i słyszące warzywo, które nie będzie mogło się poruszać, nie będzie mogło wyjść na zewnątrz i ciągle będzie pod czyjąś opieką. Wolał oddać narządy, aby pomóc innym. Sama zdecydowałabym się na coś takiego. Lepiej umrzeć ze świadomością, że komuś się pomogło niż że nic się nie zrobiło.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)